zaskok totalny, pozytywny skądinąd
Zaskok przeżyłem ja, podobny zapewne przeżyje Sz.Czytelnictwo. Bo się raczej w pale nie mieści, żebym kiedy chwalił, i to szczerze chwalił, z pełną świadomością i premedytacją, będąc na dodatek zdrów na umyśle i niezdrów na ciele, jakiekolwiek instytucje. Z czego jedna jest na dodatek instytucją wyższej użyteczności, a czasem i konieczności publicznej.
W czym rzecz jednak? Ano stałe Czytelnictwo zapewne pamięta, że w grudniu wplątałem się w aferę prania brudnej kasy, na dodatek mocno zagranicznej. Wplątałem się z całą premedytacją, węsząc temat, za który skasuję więcej niż dostaję zwykle. Skończyło się jednak na tem, że odwiedziła mię policja, która jedna przesłuchała mię w charakterze świadka i skasowała w charakterze dowodów katarynę, dwa dyski (z czego jeden pusty) i komórę. Zapewniając, że przedmioty skasowane zostaną mię zwrócone po zakończeniu śledztwa, co potrwać może... czas jakiś. Nawet rok czy dwa.
Cóż było robić? Kupiłem za stówę kolejnego rzęcha z odzysku i spokojnie czekałem na rozwój wydarzeń.
W początkach czerwca przyczołgało się pismo z prokuratorii w Świeciu, która jedna postępowanie w sprawie prowadziła, że sprzęt ma mię być zwrócony "za pośrednictwem właściwej jednostki policji". Usiłując dociec, która to "właściwa jednostka" jest, dodzwoniłem się do właściwego prokuratora, któren mię b. uprzejmie wyjaśnił, że moja najbliższa. Nim się jednak z nią skontaktowałem, pojawił się u mnie dzielnicowy, a ściślej - policaj, co go zastępuje, bo dzielnicowy na urlopie.
Któren jeden policaj poinformował, że sprzęt jest do odebrania w miejscu, gdzie dzielnicowy zazwyczaj urzęduje. Na mojej betonowej pustyni, niemniej kawałek drogi. Szczególnie jeśli się weźmie pod uwagę, że mobilny jestem tak sobie i mam w tym temacie b. dużo wspólnego z dr Housem. O czem oczywiście policaja poinformowałem. Spytał więc, czy siedzę na zadku w chacie, bo może sprzęt podrzuci.
I jak powiedział, tak i zrobił. W jakie 4 godziny później wmeldował się ponownie, sprzęt kazał sprawdzić w temacie kompletności i odbiór pokwitować. Widział kto, żeby policja się tak zachowywała? Mię to pierwszy raz spotkało, bez coż nawet słów mię przez chwilę zabrakło, ale na szczęście wystarczyło ich na gorące podziękowania. Które textem tym niejako kontynuuję.
Bo wychodzi na to, że kiedyś uczciwy i na rękę policji idziesz, to jesteś traktowany w porządku i z szacunkiem. Większość moich dotychczasowych kontaktów z milicją i policją, za wyjątkiem panów z suszarkami, świadczyło o czymś wręcz przeciwnym. Bez coż niewymownie wdzięczny jestem policji, przede wszystkiem w postaci zastępującego dzielnicowego policaja, za dostarczenie sprzętu w miejsce, z którego został zabrany, znaczy do mnie na chatę.
Zaskok drugi zafundowała mię heyah. Otóż w tymże feralnym grudniu doładowałem kartę za stówę, która jednak poszła się pitolić, bo ważność doładowania kończyła się w czerwcu - a mamy sierpień. Na wariata więc i raczej bez nadziei na powodzenie majlnąłem do heyah, czy przypadkiem nie istniałaby możliwość przetransferowania doładowanej kasy na obecną kartę.
I co? Następnego dnia zadzwoniłą do mnie przemiła panienka z heyah, uściśliła podane w majlu informacje i powiedziała, że nie ma problemu. I nie było. W kilkanaście sekund później sesemesem dostałem informacje, że obecna karta w istocie wzbogaciła się o kasę z tej starej.
Zatem i heyah winienem czołobitność.
I na koniec refleksja taka mała: a co by się stało gdybyśmy tak wszyscy tak łatwo, prosto i uprzejmie załatwiali to wszystko, co mamy do załatwienia. Od razu jakoś inaczej by się żyło w kraju naszych przodków, zadków i dzieci. I od razu szlag by trafił nasz rodzimy pesymizm i czarnowidztwo. I może zdjęlibyśmy maski ponuraków, a nawet zaczęli uśmiechać się do siebie na ulicy.
I może, co chyba w tym wszystkim najważniejsze, przestali by nas, jako nację, widzieć jako wiecznie skrzywioną i narzekającą.
Ech... marzenia ściętej przy samym zadku głowy. Ale ja przecie jestem niepoprawnym idealistą. Więc mię wolno.
A policji i heyah jeszcze raz wielkie dzięki.





