Wzruszyłem się jak stary siennik...
...I to czym!.. Mirem Drzewieckim mianowicie.Tak, tym samym, co to go teraz ciągają po komisjach. Miro otóż wypłakał się był medialnie, że nasz kraj jest dziki, że polityka jest brudna, i że on ma dość. Wrażliwiec, psiakrew!
A jak szedł do tej polityki, to nie wiedział, naiwniaczek, że brudna ona?! Teraz bidoka oświeciło, jak mu się ostro kole dupy pali?! - Albo to ktoś tak naiwny, że aż boli, albo takoż cyniczny, jednak ze zdecydowanym wskazaniem na to drugie. A że, jak głosi ezoteryczne prawo, podobne przyciąga podobne, to i komentarze do mirowej załamki są jakości podobnej, jak i załamka sama.
Jak ogólnie wiadomo, Władza bywa przyjemna, zwłaszcza, jak nie zaśmieca się Głowy Władczej pierdołami o odpowiedzialności i służbie publicznej. Władza ma jednak paskudną wadę: jest grą zespołową, zwłaszcza w systemach demokratycznych. I jak się zespół sypnie, to taki jeden z drugim Zbycho i Miro, z układu wypada, koniec kurew i jachtów... Wchodząc w politykę, panie Drzewiecki, trzeba mieć tego świadomość, wliczyć w koszty - a nie za niewinną ofiarę w mediach lecieć, jak się na aut wypadło. Jak kto gówna z dupą skojarzyć nie umie, nic po nim w polityce - i nie tylko w polityce.
Wiarygodny, to byś Pan, panie Drzewiecki, był, jakbyś Pan choć najcichsze "przepraszam" z siebie wygęgał, już nawet nie do wyborców, ale przynajmniej do zespołu, który Pana wyniósł, a który żeś Pan na krzywe sanki wsadził. A jeśli rzeczywiście sumienie się nagle i cudownie w Panu obudziło, to Pan, zapewne prawowierny katolik, powinien wiedzieć, że pokutę miłą Bogu wykonuje się w ciszy - także medialnej.






