Przyznaję się bez bicia: jakem Żydowin, tak marzy mi się Polska bez Żyda. To znaczy taka Polska, gdzie, owszem, jest sobie obok Radosława, Jaromira i Mileny jakiś, powiedzmy, Dawid, albo Szmul - ale jako Dawid, albo Szmul właśnie, a nie jako "Ten Żyd Dawid". Gdzie owego Dawida, czy Szmula można lubić, albo nie, można go i skazać prawomocnym wyrokiem, jeśli się czegoś niegodnego dopuścił - ale skazuje się nie za jakieś spiskowe wymysły, ale za to na przykład, że coś tam ukradł.
I oczywiście żeby nie było tak, że formalnie wszystko w porządku, tylko po latach jakieś ipeeny odnajdują że powó rzeczywisty niefarta Dawida/Szmula był inny, niż w oficjalnych aktach sądowych.
I taka Polska mi się marzy, gdzie ów Dawid/Szmul, jeśli mu się powiedzie, mówi "jestem po po prostu dobry w swej dziedzinie, należało mi się jak psu buda", a jeśli mu się noga podwinie, powie "dupa jestem, nie fachowiec", albo "ten kutas Kowalski rył pode mną aż wyrył" - ale nic tu o żadnych narodach wybranych lub potępionych, nic z zawodowego żydostwa, nic z chrześcijańskiej nienawiści bliźniego innego wyznania.
Że marzyciel jestem niepoprawny? Romantyk bez związku z realem może jeszcze? A tak. Bo właśnie trwa w naszym - i moim także! - kraju festiwal romantyzmu, licytowanie się w męczennictwie, wyłażą z najciemniejszych nor kolejne chrystusiki narodowe, na potęgę szuka się Nieprawdziwych Polaków, Zdrajców Świętej Sprawy, albo Wiadomych Sił - a warto przypomnieć, że tenże sam romantyzm dał "Odę do Radości" z jej, jak mantrę powtarzanymi słowami "wszyscy ludzie będą braćmi". No ale to Schiller, szkop zatabaczony jakiś napisał, kudy mu, wrogowi odwiecznemu do Naszej Najświętszej Martyrologii!
To już na koniec jeszcze jedno przypomnienie: tenże Schiller znany jest jako autor aforyzmu "z głupotą sami bogowie walczą nadaremno". W wieszczej wizji przeniósł się romantyczny poeta dwie setki lat do przodu - i polski brandzel ponuro-maryro-patriotyczny a.d. 2010 zobaczył?