stop wariatom rządowym
Rząd pracuje – w dobie kryzysu rząd dba o obywatela i o przedsiębiorcę – dba o ich kondycję ekonomiczną i wygodę. Ministerstwo Finansów wymyśliło jak pobudzić „rynek nowych samochodów” w Polsce. Nie tak nieudolnie, jak jakieś Francuzy, czy Niemce. Tam, kto zechce kupić nowy samochód dostanie jakieś 3000 € dopłaty do niego. Ale von Rostowskiemu nikt łachy nie będzie robił i kasy z portfela wyciągał. On spowoduje ustawą, że obywatel dopłaci państwu i kupi za swoje nowszy, lub nowy samochód. Siła sprawcza to podatek ekologiczny. Pomyślane dobrze – zatrzymać import wraków – pojazd sprzed 1992 roku – 3 000 zł podatku rocznego, 10 letni – 1 500 zł podatku, 5 letni – 500 zł podatku, nowy 0 zł. Ale nie do końca – podatek będzie rozciągnięty na wszystkich posiadaczy samochodów. Efekt – naród ruszy gremialnie do salonów, gdyż podatek ma obywatelowi wskazywać kierunek decyzji rynkowej. Jak znam życie, to naród ruszy z koktajlami Mołotowa pozbawiony jedynego środka transportu i tym rozwścieczony. Skończą się dojazdy do pracy starym poldkiem, fiaciną uno, maluchem, cienkocienko, a że PKS-u nie ma? Trudno nie pracuj, jak nie masz na furę ze skórą i klimą – bo jesteś mało mobilny jak na nowoczesny rynek pracy. Prawdopodobnie zdechną warsztaty, lokalne stacje obsługi, sklepy motoryzacyjne, gaz LPG. Dokona się wykluczenie biedoty, budżetowców, emerytów i rolników z dróg.W ramach walki o pobudzenie ekonomii proponuję wprowadzenie rocznego podatku od biedy – 5 000 zł z góry – i biedy w Polsce nie będzie. Jak mówił Kononowicz – „niczego nie będzie”. Platforma to realizuje i ma pretensje, że się jej wytyka, iż buduje Polskę dla bogatych kolesiów. Jeszcze na koniec pytanie: kto z rodziny von Rostowskiego zajmuje się dilerką motoryzacyjną?






