POŚLIZG

...nieregularnik wrednych komentarzy...

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Czesiek i o Cześku
Email Drukuj PDF

Czesiek (Czesław Kośka), współpracujący z Poślizgiem 4 lata bez mała, autor rubryki WIESŁEM W ŁEB! nie żyje.
Już nie będziecie czytać Jego pokrętnych, ale przecież tak złośliwie śmiesznych wywodów, już nie będzie uparcie walczył z wiatrakami rodzimej głupoty, już się nie uśmiechniecie i nie zadumacie nad tym, co miał do powiedzenia.
Pamiętajcie o Nim - wszak włożył w Poślizg tyle pracy, wszak jest jednym z ojców tego, że tak chętnie tu zaglądacie...
A i swojego czasu przyczynił się wydatnie do tego, że Poślizg wylądował na solidnym serwerze solidnej firmy.
Jeśli chcecie poczytać, co miał do powiedzenia - zajrzyjcie do archiwów. Warto... niech poprzez swoje teksty pozostanie z nami - póki będzie istniał Poślizg... Jego Poślizg.

 

Postanowiliśmy wspólnie, że Czesiek z nami będzie - poprzez wybór swoich tekstów, ponieważ jednak jest to praca nie do zrobienia ad hoc, zatem - póki co - prezentujemy Jego ostatni tekst, teksty pierwsze: jeszcze z "przylazło z pocztą..." i z Jego własnej rubryki, która początkowo nazywała się "okiem...", potem - przejściowo i bardzo krótko - "WIOSŁUJĄC Z ŁODZI (miasta)", by na koniec - zaprotestował przeciwko jednoznacznemu przypisywaniu go do Łodzi (i "wstydu miastu przynosić" nie chciał - tak, o ile dobrze pamiętam, w majlu napisał) - pisać pod szyldem "WIESŁEM W ŁEB!". I tak już zostało, aż do tych ostatnich tekstów - z 21 lutego 2003, przysłanych w majlu z tematem "jeszcze raz próbuję - może teraz mnie położą" (o ile dobrze pamiętam). I... położyli...

 

Zaczynał tak, w "przylazło z pocztą...":

8 czerwca 1999
Nr 114(438)
(wtorek, 159 dzień roku; Maksyma, Medarda, Seweryna, Wilhelma)

przylazło z pocztą...
W temacie wczorajszego mego zadumania nad wirtualnymi pieniędzmi, co mi je budżet wisi za nie-podwyżki w czasach, kiedy się belferstwem zajmował czynnie głos sztuk jeden:
Przepraszam. Nie tylko czytam, ale i zaczynam pisać.
Ja jako... też nie dostałem podwyżki. Byłem wtedy studentem (tzn. byłem wtedy bardzo młodym studentem - jakieś 20 lat studiów, a teraz po 23.5 latach studiowania niewdzięcznicy kazali mi zostać nauczycielem z kwitkiem), ale musiałem pracować. Mam 15 lat stażu za dozorcego.
I właśnie przypomniało mi się, że najpierw mają dostać właśnie umierający, a po nich ci, co mają statystycznie do tego kalendarza niezbyt daleko itd...
I okazuje się, że o ile ja dożyję, dostanę być może coś około 2008 roku. A to tak daleko...
Jedyne pocieszenie, że spadkobiercy będą mieli na jakąś wiązankę dla mnie.
Co do pana L. Balcerowicza i jego UW. Przedstawiają się jako... partia ludzi młodych i środowisk jenteligenckich (koniec cytatu z uma).
Do dziś, jak widać błędnie dumałem, że nauczyciel do takowych przynależał
Czesław
Ja bym się aż tak nie dołował. I przypomniał sobie onegdajsze chude literaty i tym podobne literaturą naznaczone cienkie zawody.
Nauczycielstwo, jak to mawiał niejaki Stelmachowski (z zawodu - terrorysta z laską) powołaniem jest, a poprzednie i kolejne ministry z najjaśniej oświetlonym na czele za hobby je widać uważali - bez coż lekce one ważone jest, na selekcji negatywnej się opiera (w większości! i nie mówić mi tu, że racji nie mam: w szkołach pozostali pasjonaci z powołanie rzeczywistego i blondynki umysłowe po obróbce skrawaniem albo energetyce jądrowej, na dodatek w Moskwie kończonej) i na sam koniec kolejki po cokolwiek jest spychane - choć swojego czasu (strajk nauczycielski przypominam) na jego plecach ten i ów wjechał sobie tu i ówdzie.
I póki oczywista prawda, że "takie będą Rzeczypospolite, jakie jej młodzieży uczenie" do tego i owego nie dotrze, to...

...długo w tym "przylazło..." nie poterminował, bo w niecały miesiąc później urzędował już we własnej rubryce:

4 lipca 1999
Nr 141(465)

(niedziela, 185 dzień roku; Elżbiety, Inocentego, Malwiny, Tedora)

okiem...
przed i po jublu
Nie należy dziwić się stylowi zmian przepisów ruchu drogowego. Wszak to ten sam pseudorząd (inna tylko facjata), a zmiana to mała bo mała, ale jednak prawie że reforma. O tej wiemy. A o ilu jeszcze się dowiemy w praniu...
"Co by tu jeszcze spieprzyć panowie, co by tu jeszcze"!
A co do merituma to nic (poza glebą policyjną) się nie zmieni. Każde rondo to śmierć dla autochtonów i przyjezdnych. Nagminne jest włączanie na rondzie "migacza", że niby biedak właśnie skręca w lewo!
Co do poziomu "kierowców" to z sieci ściągnąłem kiedyś kilka "wyciągów z akt". Wymysły kierowców nadają się na mury! Choć trochę długie. Ale warto je przytaczać, aby każdy wiedział co mu na drodze grozi.
1) Wracając do domu podjechałem do złego domu i zderzyłem się z drzewem, którego nie mam.
2) Inny samochód zderzył się z moim nie ostrzegając o swoich zamiarach
Na szczęście ten z hendką dobrze umieścił pieniądze w oświacie!
Ksiądz tera będzie magister (ciut więcej w pensji szkolnego kat.) A i stypendia omc. katechetą im się należą (wszak się uczą!)
Czy wzrosną nakłady na oświatę? W nowych założeniach budżetowych na następny po następnym roku z pewną nieśmiałością mówią o obcięciu pieniądzów dla oświaty!
Pewnie jest jeszcze z czego.
Jakby co rodzice dadzą więcej na kómitet (co zrobią łuczniki?). Ja grosza nie zapłaciłem, bo w klasach bachorstwa wpłacam dwie dychy miesięcznie (tyż na kredę!).
Psychologi publicznie pochwalili się, że oni też(!) dostają 600 zł.
Pewnikiem jacyś psychiczni. Nie ma się czym chwalić, bo mogą jako dzieci Frojda (pisz: Freud'a) mogą wciskać kit za pieniądze!
A tak w ogóle to mogą zarobić w dziób od tych łuczników. Im na miesiąc wychodzi tak mało, że ze względów księgowych wyliczają im 250 zł na kilka miesięcy!
Potyczki w telewizorowni: Goryszewskiego (ten od katolickości w biedzie, a zmienił się!) i "opozycji" na temat budżetu i umowy rządowiec-pseudorządowiec owy wykazał się umiarem i zdrowym rozsądkiem, a opozycja wypadła blado.
W porównaniu z przedstawicielem koalicji to oni właściwie i z umiarem "z konstruktywną"krytyką wystąpili. Niewiele mieli do dodania do tego co mówił KOBRA!
Murzyn zrobił żywą pleśń. Pan i władca określił, że nie (podobno po wizycie polokoktowców).
Sił stanowiska! czy siła argumentów!
I o cóż tyle gadania. Sprzedają bio-jogurt i chwalą się, że ma jaką żywą kulturę!
Ci z koki z koalą tyż tak chcieli. Że się pomylili! Winni są ci z Sanepidu!!!
No i stało się Regan ma zastąpić Konstytucję (pewnikiem Komuszą).
Wiadoma rzecz Stolyca! I dobrze im tak!
A Monika Oooo dostała się na salony pałacowe. To się liczy!
nareszcie wiadomo
...skąd się wzięła nazwa koncentratu coca-coli: ta pierwsza część to znany narkotyk, to drugie teraz odkryli.
Dyrektor sanepidu nie wydał jeszcze pełnego zaświadczenia dla konc. Tym razem albo szef koncentratów wszelkiego świństwa nie dotarł przez ogłoszeniem wyników, albo dotarł i dyrektor nabrał w buźkę wody. Bon aqua + (pewnie +coli) i teraz biega do kibla. Dla niekumatych w książkach stoi, że to bakterie fekalne. Fuj...
Czesław

...by zakończyć współpracę z Poślizgiem w lutym 2003 roku taki oto sposób:


21 lutego 2003
Nr 24(1287)
(piątek, 51 dzień roku; Eleonory, Feliksa, Fortunata, Kiejstuta, Teodora)

smutek
Ostatni natrząsaliście się z nie czytania i seriali. I smutek mnie ogarnął. Dlaczego nie kupuję książek? Trudno to wytłumaczyć, ale nie mam pieniędzy na nie. A jak już muszę kupić coś to raz na dwa-trzy (raczej trzy) miesiące. A biblioteki? Ano przeczytałem moją wiejską w trakcie jak ją parę lat odwiedzałem (raczej paręnaście). Co to wszystkie książki przeczytałem? A co książki czyta się jak leci? Jak miałem pieniądze (bywało tak!) niby w ilości małej, ale nie piłem i nie paliłem. No nic na p. To kupiłem wszystko co mogło (ale nie musiało) mnie zainteresować. Kupowałem po linii. Ponad 2 tysiące sztuk nabyłem. Dużo? Może, ale jak nic na p się nie robi i czyta ciurkiem, a kupuje się kilka miesięcznie, to na starość się ma. Ktoś mi nawet westchnąwszy (jak mama) wytknął, że może i dużo ich jest, ale czy mi starczy życia, by wszystkie przeczytać? Nawet nie wysilałem się by mówić coś o potencji. Czytywałem, aż przyszła (niepostrzeżenie łajza) starość. Co ja z nią przesadzam? Nie! Każdego to czeka.
Posiadając poczwórne oczka przed snem zdejmowałem - te co mam je za uszy trzymane. Ktoś nawet z tego powodu westchnął na mądrość Natury - dała nam uszy, by okulary o coś zaczepić. No więc jak pawłowowy pies postępowałem - zdjęcie oczków powodowało automatyczne zamykanie tych na spodzie pozostających. Zresztą starałem się wmówić, że przez to sny mam kiepsko widoczne, bo nieostre gdyż bez okularów usypiam. Wojskowy lekarz (na komisji) najpierw mnie o jajanie się podejrzewał, bo kazał mi zdjąć okulary i rozkazawszy, kazał powiedzieć, które litery jeszcze widzę. I na odpowiedź, że ja tablicy z literkami (cyferkami?) nie widzę, to się oburzył na mnie, że mu burzę koncepcję. No po komisji wzrok mi się parę dioptrii poprawił, a wręcz na symulanta wyszedłem. Taki się ze mnie sokół zrobił, bym orłem w trakcie wrony był. I nagle wszystko się obróciło. Nagle wzrok mi zaczął się polepszać. Sama radość, a jedyny smutek to ten, że by coś zobaczyć w ręku (może być książka), to muszę zdejmować okulary! I czego się smucę? Ano przez lata wytrenowałem w sobie sprzężenie takie: okulary zdjęte - sen! No więc jak mam czytać? Czytuję jeszcze, a to Lema, a to ulubionych autorów, a to wracam do staroci (koniecznie Paragraf 22), ale to są powtórki. A zaczynałem biednie. Z poduszczenia starszych zacząłem Potop czytać. Od tomy drugiego, bo ze śmietnika (na makulaturę dano to) tylko dwa tomy ojciec wyciągnął. Płótno (nie pseudo jak obecnie) i dobry papier szyty (nie klejony). Raz i drugi i potem znów (dysleksja pozwala na nowe odkrycia). Ale kto takie ramoty teraz czyta, jak całą Trylogię skręcono i film da się szybciej obejrzeć? Kiedyś komiksy były, a teraz je seriale zastąpiły.
No a co się robi na starość. Ano akomodacja siada - gałka z oczkiem zmienia kształt -mięśnie są już mniej elastyczne. I nim człowiek wysiądzie, to gazetę za oknem trzyma, by coś przeczytać, a jak ma minus te dioptrie, to mu do plusa lecą. Byle nie przeleciały, bo będzie tragedia.
Seriali serdecznie nie cierpię. Filmów kiedyś obejrzałem w kinie tyle (6-10 w tygodniu), że teraz telewizja to dla mnie powtórki. A coś nowego nie powstaje? A jakże, ale to albo mordobicie, albo szklanką po łapkach 4, albo rambo 15, albo coś równie ambitnego. No niesprawiedliwy jestem przecież są psy z Krollem, ale na to mi wystarczy kilka godzin. A jest i wyjątek: Największy film antywojenny jaki widziałem - coś o szeregowcy R. był, ale na szczęście już następny film jest już słuszny.
Już nawet nie wiem ile tych seriali jest (pomijam, że za dużo) i co one sobą reprezentują. Ktoś powie, że jest jeszcze radio. Chwaliłem się, że ładnych parę godzin słuchałem bez zbędnej przerwy i dyskusja mnie przeraziła. O Internecie ona była. Bronili tego Internetu (i nie demonizowali go) starci od prowadzącej i to sporo starsi. Pani prowadząca zauważyła, że ktoś nawet samobójstwo popełnić chciał i towarzysza(ki) szukał. I znalazł. I gadali chcący z towarzyszką i o skutkach nie słyszałem. Może samotność partnera jakiegoś szukała, a każdy pretekst jest dobry. Co ma piernik do wiatraka. Pani bolała, że to przez Internet ludzie czują się oderwani od rzeczywistości, a jak zobaczą rzeczywistość to zwariowawszy popełnią błędy dodatkowo. A kto zbadał, czy seriale nie odrywają ludzi od rzeczywistości? I zderzenie z nią nie jest równie bolesne? A może samobójstwa trzeba - tylko kto powie, że z powodu serialu. Podobnie w inne światy książki przenoszą. A jeszcze dobijające jest to, że ktoś kanonem dla młodzieży wyzwał m.in. Harry Pottera. Wszystkie tomy? I komu na złość?
większy
Ostatni France nas zgromiły, że mamy być cicho jak starsi gadają o wojnie. Nasi się obruszyli, a Czechy zawtórowały. A co France zrobiły? Ano potulnie z innymi z NATO postanowiły Turcję na wypadek (ładny wypadek!) wojny wspomóc dziś. Nie rozdzielano włosa na dużo, by słowo wojna nie padło? Większy może więcej. Gdzieś taka durna reklama czegoś była.
Teraz świnie (o przepraszam rolnicy z powodu świń) drogę blokowali. Nie ma nic do rzeczy, że to przez nieuwagę najechało wielkie na małe. Tragedia taka jak facet co go światło zatrzymało. No zrobili takie cudo co wypadki na skrzyżowaniu drogi nr.1 z numerem 2 miało skasować (dantejskie sceny tam się rozgrywały każdego dnia). Efekt malucha czekającego pod światłem zrobił jeszcze mniejszym "tir" co wiedząc, że ma prosto przymknął oko. Ale jak facetkę skasowało, to żaden rolnik nie przyznał się, że coś kiedyś z drogą miał coś wspólnego. Świadków nawet nie było. Odwaga zdrożała ponad kilogram wieprzowiny. A radio ze śmiertelną powagą bredziło w wiadomościach (to nie radio, a Jędrusie z Kółkami), że protesty będą i to do skutku. Jeden skutek to mało? A czego rolniki protestują? A bo tanio robią, a nawet zbyt tanio. I należy im się zapłacić. Dobrze, a ci bezrobotni i zarabiający tyle, że od kasy w aptece bez zakupów odchodzą, to krezusy. Zaprotestują czy coś zablokują? Już oczkami - tymi bez okularów - widzę jak blokują drogi wyjazdowe z miast, albo taką długą ulicę przez trzy miasto biegnącą - zmienia ino nazwy, ale jest fajna do blokowania.
Z racji, że jeszcze w jedno kółeczko się wybieram, to mając pod ręką nowoczesność w domu i zagrodzie mapę internetowo oglądam (coś o nauce na błędach, aż szkoda, że nie cudzych). I całkiem przypadkiem herb Nowej Soli (złowrogie nazwanie dla nowej warstwy soli) zerknąłem. Ktoś umieścił orła nad łodzią z jajami. No bo chyba nie mydło to. To orlicy te jaja? A może nasz herb o te jaja wzbogacić. Zawsze można powiedzieć, że to wszystko dla jaj.
Kto wał jest większy.
Czesław

I tyle. Był Czesław, było "WIESŁEM W ŁEB!" - nie ma Czesława, nie ma "WIESŁEM..."
Pozostała nasza pamięć.
Najpierw majl, który puściłem zaraz po rozmowie telefonicznej z pewnym łódzkim numerem:

On Mon, 24 Mar 2003 12:18:14 +0100
chrabja wrote:

jest nas mniej - Czesiek nie zyje...

pzdr.
krzysztof Chrabja bielanski
filozof mianowany i zasluzony
jakiego nie bylo, nie ma i... nie potrzeba
____________________________________
http://www.chrabja.pl Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
____________________________________
Matrix has you...

i nasze pożegnania:

25 marca 2003
Nr 31(1294)
(wtorek, 84 dzień roku; Ireneusza, Lucji, Łucji, Marii, Marioli, Wieńczysława)
...motto na dziś: Nie wolno Smoking!

PERORY NACZELNEGO
po prostu... smutek
Zaczynałem pisać chyba z 10 razy, a może i więcej? Nie wiem. Trudno powiedzieć; chciałem pisać o "wojnie na górze", o Małyszu A. (z zawodu - Złoty Poślizg 2001), o Rywinowych listach, o Polańskiego Oscarze... nijak mi nie szło. Nijak mi nie szło, bo ciągle mi w głowie dźwięczała rozmowa telefoniczna, jaką przeprowadziłem wczoraj w okolicach dwunastej... Rozmowy, która nie była długa, bo mi (tak! mi - co w tym dziwnego) słów brakło, a i moja rozmówczyni rozmowną też nie była... Czemu i trudno się dziwić. I mnie też się trudno dziwić, bo przecie 20 lutego ostatni tekst od Czesława dostałem, w majlu z nagłówkiem (cytuje z pamięci) "kolejny raz spróbuję się położyć, może tym razem się uda..." - bo się Czesiek przymierzał od początków roku do podłożenia się pod skalpel. A potem... potem była przerwa w wydawaniu Poślizgu, potem jego zawieszenie... Dopiero w niedzielę coś mnie tknęło, kiedy majla do Niego mi odbiło... że niby "nie ma takiego adresu".
"Jak to nie ma?" - pomyślałem sobie - "jak to nie ma?". I coś mi już się zaczęło robić powoli, bom sobie przypomniał, że się Czesiek nie odzywał od lutego. "Widać się dostał do tego szpitala" - próbowałem się uspokoić - "pokroili go i teraz pewnie ani rączką, ani nóżką". Ale, żeby przez miesiąc? I zero telefonu? zero smsa choćby?
Eii natychmiast o tym doniosłem. Wzięła i zadzwoniła: "plus gsm; wybrany numer jest nieprawidłowy..."
I spróbowała smsa puścić - odbiło, ja też połączyć się nie mogłem. Kubuś - zaalarmowany majlem - też spróbował i uspokoić usiłował: "może zawieszony..."
"Zawieszony? A niby czemu?" - z taką myślą się kładłem. I z taką wstałem. I kiedy tylko się środek dnia zrobił - zadzwoniłem pod numer, cośmy go z Eią wyszukali i...
Mniej nas. To już wiecie. Smutno, cholera. Smutno, cholera, bo kawał czasu (Kubuś to dokładnie wyliczył) żeśmy razem Poślizg robili. Różni po drodze przychodzili i odchodzili, a myśmy w trójkę, potem w czwórkę - Czesiek, Kubuś, Eia i ja - uparcie trwali. Jak jakie filary. Szkielet, fundament, baza - czy ja wiem zresztą co? Byliśmy STALE - w każdym razie. Mimo przychodzący i odchodzący, mimo efemerydy, co się co jakiś czas objawiali, mimo potknięcia, doły, wzloty i upadki. Mimo wszystko - 5 dni w tygodniu, okresowo nawet i 6. Stale i niezmiennie. I nie myśleliśmy nawet, że kogo z nas może zabraknąć, że któreś może przestać. Za długo to już trwa, za bardzo nas wciągnęło, za bardzo żeśmy się w to zaangażowali.
I nawet moje - Naczelnego, a zarazem wyrobnika htmlowego, wydawcy itp. itd. - doły, co się po kilka-kilkanaście dni ciągną czasem, nie przerwały tego, cośmy razem robili.
I teraz wychodzi na to, że nie tylko Wy, Szanowne Czytelnictwo z Prenumeratorstwem pospołu, wymusiliście wznowienie publikowania Poślizgu, ale że jesteśmy to Cześkowi winni, bo to kawałek Jego życia był, bo się tym kawałkiem pasjonował, bo żal miewał ukryty, kiedy się Poślizg nie ukazywał, bo z radością wielką witał każde jego wznowienie. I pisał, pisał, pisał...
I jako Naczelny mogę tylko napisać, że bez Jego pisania Poślizg nie będzie już taki sam. Będzie uboższy.
Kubuś napisał, że twierdzenie jakoby nie było ludzi niezastąpionych jest wierutną bzdurą. I rację ma. Bo... no, niechże kto spróbuje zastąpić w Poślizgu Czesława, niechże kto spróbuje stworzyć rubrykę porównywalną z Jego WIESŁEM W ŁEB!
Coś chętnych jakoś nie widzę... i nie dziwię się - bo to jest po prostu niemożliwe...
Naczelny

Z DYMEM CYGARA
jak to z Cześkiem bywało
Wychodzi na to, że jestem jedynym, który z Cześkiem miał okazję nie tylko obszerniej majlować, ale i osobiście obcować. Bo zdarzyło się i kilkanaście co najmniej razy telefonicznie pogadać, a i swojego czasu - kiedym robił za derekcję w takiej jednej internetowej firmie, co się za portal uważa - Czesiek dla mnie pracował. A jakże - na umowę zlecenia robił łódzki kawałek serwisu miastom poświęcony. Oj, wesoło wtedy było, bo Czesiek absolutnie nie stosował się do żadnych wskazówek, co od informatyków robiących ten serwis pochodzili, ale wszystko robił po swojemu - co owocowało tym, że za każdym razem przysyłał informacje w innym formacie.
Klęła więc pod nosem Rachel, co za ten serwis odpowiedzialna u mnie była, majlowała do Cześka, dzwoniła - a on jej majlami tasiemcowatymi lub potokiem słów wyrzucanych z szybkością karabinu maszynowego odpowiadał. I nijak nie mogli się dogadać. Machnęła w końcu Rachel ręką na Cześkowe experymenta i jak tylko co od niego przychodziło, sadzała tą lub tego z tych, co na miejscu byli, do przerzucenia Cześkowych dokonań w bazę... na piechotę.
Bywał też u nas, a jakże. I każda taka wizyta w pamięci pozostawała. Jedna szczególnie. A było to tak:
coś się działo i niemal wszyscyśmy się po korytarzu szwendali; ktoś się zaczął do drzwi dobijać, ktoś - jak na Gdańsk i akurat tę firmę - dość dziwnie ubrany, bo w dresach - a jakże! od stóp do głów! - i jakichś pepegach z cyklu adidas, puma czy inna cholera. Z wypchaną reklamówką na dodatek... Któż to? A Czesiek właśnie!
Wpadł do nas do pokoju, zaczął trajkotać jak nakręcony - nazywało się to, że z Rachel i z nami rozmawia, i się wyjaśniło - Czesiek chciał się upodobnić do dresiarzy, których w Gdańsku, jak słyszał, od groma i przybrał barwy ochronne, i wbił się w ubiór jak wyżej. I tylko się dziwił, że się ludzie na niego w tramwaju dziwnie patrzyli i... jakby odsuwali...
I tak wpól gadając, wpół się śmiejąc do reklamówki sięgnął i się tajemnica jej wypchania wyjaśniła - w środku miał normalne dżinsy, jakąś koszulkę, normalne kapcie... i nie przestając z nami konwersować, zaczął się przebierać - dres to był tylko kawał, jajca z nas zrobione, kabaret, przedstawienie i wezuwiusz Cześkowego poczucia humoru - koniecznie chciał nam wodę z mózgu zrobić. I zrobił!
Taki był... i tak pisał. Robiąc sobie jajca nie tylko z przedmiotu ujadania, ale i czytelnika. W myśl zasady "a nie jesteście przypadkiem tacy sami...?"
Taki był...
Chrabja

ZAPISKI NEURASTENICZNEGO DINOZAURA
przychodzi poczta...

To było wczoraj, 17:45. Odebrałem pocztę a tam mail z nagłówkiem "Kochani" i w treści krótki komunikat: "jest nas mniej - Czesiek nie żyje...". Dzień wcześniej mail od Chrabjego, że ani telefon, ani mail nie odpowiada. Też próbowałem na telefon. Też nic.
Był człowiek, nie ma człowieka.
Czesława przyniosło do nas w czerwcu 1999 r., po audycji w 3ce, gdzie (wtedy jeszcze) był Wałek i zareklamował Poślizg. Rok potem - jako że w rodzinnym mieście Czesława bywałem wtedy raz w miesiącu - zaproponowałem spotkanie. Nie wyszło.
I już nie wyjdzie. Nie spotkamy się. Nie będę czytał Go w Poślizgu (a czytam swój własny periodyk regularnie), nie to, nie tamto, nie owo.
A życie - bezczelnie toczy się dalej, Czytelnicy wymusili wznowienie periodyku, głupot do kpienia pod dostatkiem. I tylko człowieka nie ma...
Ja wiem, że nie ma ludzi niezastąpionych. Wiem, że życie nie znosi próżni i że miejsce po człowieku szybko zarasta. Że mimo lamenty i żale ludzi dalej kochają się, pracują, rozbijają wrogom czaszki, etc. Ale... to jednak nie tak. Nie tak łatwo zastąpić człowieka, z którym przeszło się ładny kawałek drogi, niechby i tylko na internetowych łączach. Banalnieją wtedy pożegnania, zawodzi filozofia, mądrość, męskość i kobiecość, i czasem łza się z oka utoczy. Mnie też, choć Czesław dla mnie ani swat, ani brat. Więcej często niż brat i swat - TOWARZYSZ DROGI.
Żegnam więc towarzysza, z którym być może łączyło mnie i Was wszystkich może i więcej niż sami wiemy. Ze świadomością, że może dzięki Poślizgowi przebył naprawdę ważny dla siebie kawałek drogi.
Kubuś Anarchosyndykalista

JAD I KORONKI
Witaj Czesiek
Pamiętasz? Pierwszy list od Ciebie dostałam, gdy w Poślizgu ukazało się moje zdjęcie. Ty, co mnie zupełnie nie dziwi, zareagowałeś jak typowy facet. Dopiero ładna buzia zrobiła na Tobie wrażenie, a w głębokim poszanowaniu miałeś dowcip, intelekt i inne pierdoły, którymi epatują feministki, gdy nie mogą ładnym cyckiem i zgrabnym tyłkiem. No tak, w końcu jak my wszyscy w Poślizgu jesteś męską szowinistyczną świnią.

Szanownej Piękności Czołem (łysym) Biję!
Na niewidzianego obiecywałem kwiaty niby z "okazji". A teraz się boję. Taka "sztuka" i to nie tylko mięsa. Zaczynam bać się. A warto było taki konterfekt w "legitymację" wtryniać? Toż to zmyłka. Jak i moje zdjęcie. No też niestety. Może i dobrze, że realnie się nie spotkamy? A szkoda. Że już człek nie jest taki młody jak kiedyś.
Czesław


I tak się rozpoczął nasz słowny ping-pong. Napisałam Ci mój ulubiony dowcip (znaczy prawdę najprawdziwszą) – dlaczego Bóg stworzył faceta? Bo wibrator nie ma funkcji koszenia trawnika). Później były dywagacje na temat punktu G.

Nie wiem jak taki wibrator wygląda (jedyny wibrator ma telefon), ale przypuszczam, że energią elektryczną jest napędzany. To proponuję:
1, poszukam tego punktu G
2. oszczędzi się energię elektryczną lub baterie, a więc do sprzątania ziemi się włączę
Może maczo nie jestem, ale postaram się być na czas
Cichy wielbiciel
Franek


No i się wtedy rozkręciłeś. Gdy czytałam listy od Ciebie cierpiałam katusze niezmierne z powodu napadów czkawki ze śmiechu. Twój dowcip nieustannie zwala mnie na kolana. A słyszałeś, że poczucie humoru świadczy o inteligencji? Choć tak z drugiej strony, gdy blondynka poprosiła, żeby Bóg zrobił z niej większą idiotkę niż jest, to jej odpowiedział, że nic z tego, bo przecież faceta z niej nie zrobi. Ty Czesiek! A może Ty baba jesteś, co?

Skąd u ciebie taka przenikliwość, że wiedziałaś(!) iż to ja jestem cichym wielbicielem.
Tylko skąd ten okrzyk?
Sprzątać Ziemi nie należy?
Że za geometrę chcę robić i punkt G wyznaczyć to źle?
Nie dojadę na czas?
Też w to nie wierzę.
Czesław


I moja odpowiedź:
O matko kolejne!
Skąd wiedziałam? Ano do wróżki polazłam w celu przeprowadzenia śledztwa.
Skąd ten okrzyk? Toż to prawie molestowanie. Nie? Dyżurną feministkę (sic!) Poślizgu ktoś ma odwagę molestować.
Jeśli zaś o punkt G i wyznaczenie geometryczne chodzi, to o rozdziaw gębowy mnie ta propozycja przyprawia.
Czy dojedziesz na czas? Z Łodzi do Ostrowi jakieś 150 km, jak mnie potrzeba przydusi, to będziesz musiał się spieszyć. Mocno spieszyć, ale masz większe szanse na czas dojechać niż Chrabja, który to ma do mnie jakieś 350 km.

Czy ja molestowanie proponuję? Feministki?
Ja tylko chciałem tego tajemniczego punktu Gy poszukać. Nie wiedziałem, że punkt ten tak drażliwy jest, że o jakieś molestowanie zawadza. Człowiek całe życie się uczy. Nie tyko gramatyki z ortografią,
Czesław

I wtedy postanowiliśmy, że się spotkamy. Chyba trochę na Tobie to wymusiłam. Ale tylko trochę. Pamiętasz co napisałam? Pewnie nie, bo tacy jak Ty, to nie pamiętają, co kobieta do nich gada. Dobra, dobra, już przypominam, nie złość się! O:
Uwielbiam nadinterpretacje i robię to notorycznie. Twój list traktuje jako zaproszenie na kawę i pogaduchy. Tak, dobrze, jesteśmy więc umówieni. Kiedy? Nie wiem. Ale się spotkamy i będziemy gadać i gadać, i gadać. Teraz już pamiętasz?

No dobra, tylko powiedz kiedy. To się dwa razy wykąpię.
Zapraszam.
Czesław


...się czuję podniecony. Kubuś był w Łodzi (mieście), tylko kiedy on był na jednym dworcu, to ja jechałem na drugi dworzec. Z tego łatwo się można domyśleć, że wieś duża jest. MA nawet dwa dworce! I tramwaje też. A teraz wracając do naszych baranów. Kiedy i czym zajedziesz do "czerwonego" miasteczka (o którym powiedziano "żeby to miasteczko Łódź szlag trafił". I to w dużej literaturze). Jak zamierzasz "wpaść" samochodem to współczuję, a jak pociągiem to jeszcze bardziej! Jakiś kretyn wykombinował, że pociągi nie pojadą co godzinę, a co dwie. No i nie dlatego jest kretynem. Ale informacja o tem jest. Tyle, że nie wiadomo od czego te "co dwie godziny" liczyć! Trzeba ustnie się dopytywać, Nowość? A gdzie tam. Za to wydali "nowy" rozkład jazdy i nikt nie wpadł na pomysł by to tam wyraźnie wypunktować, Rodzicielka zawsze(!) ma 1 godzinę czekania ekstra. W każdem razie nie wiem jak przyjedziesz na te poszukiwania.
A i podam swój numer telefonu. Postaram się już od 11.00 być wolny. Wyjechany mogę być później.
Podam ci mój numer telefonu jest łatwy do zapamiętania. Nawet ja go nie pamiętam i mam go zapisany w telefonie. A zapomniałem go naładować. Telefon. Bo ja jestem naładowany.
Czesław

Nawet mi życzyłeś na Nowy Rok. Wbrew swoim zwyczajom! Poczułam się wtedy zaszczycona, prawie tak bardzo, jakby mi Wałęsa nogę podał, albo Kwaśniewski wycieraczkę pod drzwiami ucałował. Widzisz Czesiek? W dobrym towarzystwie u mnie siedzisz.

No Kobita!
Wiem, że jestem upierdliwy - łącznie z definicjami. A przed dyskusją z definicjami matematyk jeden przestrzegał mnie. Ale to matematyki dotyczyło, a to świat zamknięty w definicjach.
Życzę Ci - mimo, że olewam wszelkie święta i okazje - wszystkiego co życzysz sobie.
Świat nie jest zastany i to stosunek (ale słowo) - jak w Polityce napisano jest zasadnicza różnicą między prawicą i lewicą.
A więc niech wie lewica co czyni prawica i niech lwica toczy zwycięskie boje z życiem i jego przeszkodami.
Czesław


No już nie marudź! W końcu ten list na modemie nie odbierasz, więc mogę sobie popisać do Ciebie. Tym bardziej, że robię to po raz ostatni, bo postanowiłeś (jakie to typowe) zwiać z mojego życia. Ale coś Ci powiem! Nie uda Ci się to! Jesteś częścią mojego życia i na zawsze pozostaniesz w mojej pamięci. I nie myśl, że uda Ci się zwiać. A i tę zaległą kawę też wypijemy, choć nie wiem, czy tam, gdzie Cię poniosło (miejsce dla porządnych ludzi) mnie wpuszczą za pierwszą bramę. Ale nie martw się Czesiek! Wejdę przez płot i wyciągnę Cię na jakieś niemoralne rozrywki. Co myślisz o strip teasie i ruletce? Wiedziałam, że Ci się spodoba.
Zatem do zobaczenia za czas jakiś! I zaglądaj do nas czasem.

Bardzo ciepło ściskam i całuję
Eia

TYŁEM DO PRZODU!
wspomnienie

Pogrzebałem ja w swoim archiwum i przejrzałem moją korespondencję z Czesławem. Zaczął ze mną korespondować od Nowego Roku, tuż po tym jak 19.12.2002 r. opublikowałem w „Poślizgu” artykuł pt. „Funeralia”. Wielce go interesowała kremacja zwłok, a ponieważ ja dwie takie uroczystości miałem w mojej najbliższej rodzinie, miał mnie za eksperta w tej kwestii. Udzieliłem mu wszelkich szczegółowych informacji, przejrzał wszystkie linki, wykonał telefony do spopielarni zwłok na terenie Polski. Myślałem, że interesuje go kremacja ze względu na chęć uczestniczenia w Towarzystwie propagującym ideę kremacji (pisałem o nim w artykule) jako humanitarną i ekologiczną formę rozstania się ciała materialnego ze światem. Teraz wiem, że smutny ton Jego listów i drobiazgowe zainteresowanie problemem były efektem tego, że przygotowywał sobie pogrzeb, gdyż czuł, że nie pożyje długo na ziemskim padole. Poniżej moje listy do Niego.

*****************************
From: Self
To: "czeslaw" < Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. >
Subject: Re: wyslane z Poslizgu
Date sent: Fri, 3 Jan 2003 11:58:26 +0100
Witam,
Jak tekst pisałem, to linki były aktualne, osobiście sprawdzałem. Twój list trochę wyszedł jak szarada, bo mój mailer nie widzi ni w ząb polskich znaków, ale odpowiadam: 1. przedpłat nie ma, płaci rodzina tuz przed kremacja lub firma pogrzebowa 2. urna jest konieczna, może być tania, bo proch z młynka trzeba wysypać, a głupio w torebkę z napisem "Żywiec". 3. Co do wysypywania prochów, to nie sprawdzałem, ale jest chyba możliwość zrzutu do morza, a miał powstać jakiś klombik z roślinkami, które by rosły na tym nawozie mineralnym.
Zresztą po wysypaniu urna może służyć innym członkom rodziny w przyszłości, ewentualnie jako kufel na piwo. 4. Moja babcia była wieziona na kremacje z Białowieży do Warszawy - koszt 500 zł, przy pogrzebie niewielki, do tego urna 350 zł, kremacja 650 zł, trumna do kremacji 300 zł. W sumie z "fajerwerkami" zmieścić się można poniżej zasiłku pogrzebowego ZUS (4100 zł).
Piotr
*****************************
From: Self
To: "czeslaw" < Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. >
Subject: Re: No i jak?
Date sent: Fri, 3 Jan 2003 14:30:01 +0100
Wiec tak, to jest układ idealny: dolicz grób (miejsce na cmentarzu: od 1500 zł w parafiach wiejskich, 2 500 na cmentarzach komunalnych, do 10 000 eksklusive typu nekropolie zabytkowe), jakieś wieńce, obsługa pogrzebu przez firmę, nakarmienie wybranych żałobników, ksiądz, pop, mułła, ew. celebrans świecki, i masę innych drobnych wydatków, oraz nagrobek. Jeśli chodzi o ZUS to ryczałt się zmienia 4100 - 4600, rodzina dostaje całość, potrzebny jest tylko rachunek na trumnę, a ktoś spoza rodziny, kto chowa zmarłego tylko tyle ile wyda w rachunkach, ale nie więcej niż ryczałt.
Piotr
*****************************
From: Self
To: "czeslaw" < Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. >
Subject: Re: No i jak?
Date sent: Fri, 3 Jan 2003 14:36:37 +0100
Wiesz, u nas kremacja to jeszcze dziwo, wiec "rynek" się dopiero rozwija. Są opory w Lublinie np. przed budowa kolumbarium na urny, bo to nieekonomiczne dla gospodarki komunalnej, za miejsce na urnę nie da się wiele skasować z delikwenta. Ma wejść też możliwość trzymania prochów w domu w zalutowanej urnie, ale strasznie nie chcą tego sukienkowi, bo im może pogrzebów ubyć, a tym samym i kasy. A jeszcze Ci powiem, że jak miesiąc temu kremowałem i chowałem ojca, to mając miejsce na cmentarzu z nagrobkiem (pochowana tam jego matka) zapłaciłem za wszystko firmie pogrzebowej 3100 zł.
Piotr
***********************************
I na tym kończy się moja korespondencja z Nim. W czasie trwania WOŚP interesował się licytacją urny, którą ktoś wystawił na sprzedaż.
Piotr

I post scriptum:
Ktoś tu coś wspomniał o zastępowalności i niezastępowalności ludzi.
Kilka razy - spory czas już jednak żyję - to przerabiałem. I z całą odpowiedzialnością twierdzę, że powiedzenie "nie ma ludzi niezastąpionych" jest bzdurą wierutną.
Nikt mi nie zastąpi Matki, nikt mi nie zastąpi Marka - szefa idealnego i Przyjaciela wielkiego, nikt mi nie zastąpi Roberta - Przyjaciela, który więcej mi dał, niż wziął, nikt mi nie zastąpi M@rka - niby tylko znajomka sieciowego, ale i partnera gadek leniwych, który swoim rubasznym nieco humorem tyle razy mnie odginał, nikt mi nie zastąpi Czesława wreszcie - współpracownika (przez 3 lata i 9 miesięcy), ale także współfundatora miejsca na serwerze, ale także pomocnej dłoni, kiedym już niemal tonął, ale także Przyjaciela, który tyle razy dawał mi pozytywnego kopa. Nikt.
krzysztof Chrabja bielański

PS I Chrabjego... Nikt Go nie zastąpi.

Eia

Zmieniony: środa, 10 lutego 2010 20:32